baner_foto

Na Drodze Samurajów


O wielkim bogactwie, jakie niosą japońskie sztuki walki
Powrót

Po co trenować Sztuki Walki?

Opublikowano 23.06.2016

W trakcie wielu lat prowadzenia zajęć i uczenia sztuk walki spotkałem się z wieloma powodami, dla których ludzie zaczynali treningi. Niektórzy byli zafascynowani obrazem przekazywanym przez media i tym co widzieli na pokazach, inni chcieli nauczyć się samoobrony. Byli tacy, którzy chcieli zadbać o swoje zdrowie i się poruszać, inni chcieli zrzucić wagę, a wybór formy ruchu zależał po prostu od preferencji i zainteresowań. Niektórych przyprowadzili znajomi i przyszli z ciekawości, inni znaleźli miejsce sami. Niektórzy zostali dla osób na macie, inni dla maty samej w sobie, dla dyscypliny, porządku i wartości, które można na niej znaleźć. Nieco sztampowym, lecz nie odległym od prawdy byłoby więc stwierdzenie, że być może jest tyle powodów, ilu ludzi uprawiających tego typu aktywność. Ciężko się rozwodzić nad mnogością powodów i sytuacji ludzi, którzy zdecydowali się, by swój wolny czas spędzić w ten sposób – postanowiłem więc uczynić ten post nieco bardziej osobistym i opowiedzieć o tym, jak to było i jest ze mną.

Po pierwsze – motywacja się zmienia.

Kiedy zaczynałem towarzyszyła mi typowa dla nowicjusza fascynacja. Od pierwszego treningu zakochałem się w pięknie i sile drzemiącej w Aikido, by z biegiem lat rozprzestrzenić swoje zainteresowania również na inne japońskie sztuki walki, z których do dziś udało mi się aktywnie zaangażować i pozostać (prócz Aikido oczywiście) przy Tenshin Shoden Katori Shinto Ryu. Do dziś pamiętam swój pierwszy trening sztuk walki. Pamiętam mojego nauczyciela, kolegę, który mu wtedy asystował. Pamiętam swoje wrażenia i to wielkie „wow”, które cisnęło mi się na usta kiedy pierwszy raz zobaczyłem rzut, który mimo swojej delikatności i płynności wyrwał dorosłego człowieka w powietrze. Stwierdzenie, że mi to imponowało, byłoby potężnym niedomówieniem. Wiedziałem wtedy, że to właśnie chcę robić do końca życia.

Tak było wtedy, dawno dawno temu, kiedy moim motorem napędowym była sama fascynacja i stopniowe zakochiwanie się w sztuce, ale również w filozofii i kulturze, która jest jej towarzyszącym elementem. Teraz, po wielu latach, odpowiedź „bo mi się podoba” wydaje się nieskończenie niewystarczająca.

Nie zdawałem sobie sprawy z tego, jak wiele zmieniło się w mojej motywacji, dopóki w tym roku nie zapytał mnie „czemu ćwiczę sztuki walki” mój nauczyciel Katori, i zarazem wspaniały nauczyciel Aikido – sensei Tetsutaka Sugawara. Pamiętam ten wieczór bardzo dobrze. Razem z grupką z naszego Dojo pojechaliśmy na seminarium do Grecji. Gospodarz, sensei Adam Adamski, zabrał nas i sensei’a Sugawarę na kolację do miasta. Znaleźliśmy bardzo przyjemne miejsce i popijając czerwone wino, rozmawialiśmy. W pewnym momencie sensei zadał mi to pytanie.

Odpowiedziałem mu wtedy bez namysłu, najoczywistszą rzecz, jaka przyszła mi do głowy. „Chcę pomagać ludziom”.

Oczywiście moja odpowiedź była nieco dłuższa, ale taki był właśnie jej sens. Nie zrozumcie mnie źle, dalej jestem zafascynowany tym co robię, lecz teraz głównym motorem napędowym jest właśnie pomaganie ludziom.

Sztuki walki są piękne. Są pełne harmonii i gracji, jak taniec. Jak taniec pozwalają wyrazić siebie – lecz w tańcu harmonia wynika ze zgrania partnerów. Dwie osoby połączone wspólną chęcią, lub też jedna, w zgodzie z samym sobą, słuchając swoich/swojego ciała w rytm muzyki lub swój własny, wewnętrzny rytm, płynie przez przestrzeń. W sztukach walki sytuacja jest zgoła odmienna. Ta druga osoba nie jest z nami w zgodzie ani harmonii, a kto wie? Może nie jest w zgodzie z samym sobą. Tu naszym zadaniem jest znaleźć te harmonie mimo to. Być może również pomóc odnaleźć ją drugiej osobie – lecz nie to stanowi esencję sztuki walki. To jest jedynie cel, podczas gdy esencją jest sama droga.

Nie próbuję pomagać ludziom bijąc się z nimi i szukając w nich na siłę równowagi. Nigdy nie musiałem na niczyje życie wpłynąć bójką czy laniem. To, co jest tu najbardziej istotne, to trening sam w sobie. Dzięki niemu, niekończącej drodze, rośniemy. Stajemy się silniejsi i sprawniejsi zarówno fizycznie jak i psychicznie. Nasze życie nabiera nowej jakości, poprzez poprawę zdrowia i koncentracji. Współczesny człowiek jest rozchwiany. Często miota się między pracą a obowiązkami domowymi (ja oczywiście też). Przez tempo naszego życia tak naprawdę żyjemy w większości w przeszłości, analizując i rozpamiętując, lub w przyszłości. Chwila obecna umyka nam dzień w dzień. Dzięki sztukom walki jesteśmy bardziej scentrowani. Potrafimy się bardziej skoncentrować, jesteśmy bardziej świadomi swojego otoczenia – a więc i chwili obecnej. Świat metaforycznie „nabiera nowych kolorów”, gdy uczymy się na nowo zauważać i dostrzegać subtelności wokół nas. Dzięki treningowi żyjemy intensywniej.

To nie jest tak, że „trawa staje się bardziej zielona”. Raczej – znowu zauważamy, że coś tam rośnie, i że ma jakiś kolor.

Pomagam ludziom poprzez treningi. Daję im okazję do rozwijania się. Motywuję ich do większej pracy nad sobą i próbuję pokazać, że mogą więcej niż się im wydaje. Staram się pokazać im sztuczne i fałszywe bariery, jakie sobie nałożyli i naprowadzać ich na drogę, w której zmieniają swoje życie na lepsze. Dzięki temu uczę się i sam staje się lepszym człowiekiem.

Moim zdaniem – właśnie dlatego warto trenować sztuki walki: by być lepszym człowiekiem, i pomagać innym stawać się lepszymi ludźmi.
Powrót